KoNtakt


Możecie skontaktować się z nami za pośrednictwem e-maila
stocznia@bzzz.net

 
     
LiNki

Tutaj znajdziesz linki do stron zaprzyjaźnionych projektów:

 

 
 
 
 
 
Nasi dobRoczYńcy

bez których ta strona napewno by nie powstała:
 
Najlepszy w świecie hosting by: Obin.org

www.obin.org
Produkcja: Straus

www.straus.bzzz.net
 


Firefox. Odkryj Sieć na nowo!
 
 
 
Słowo wstępne

Od ponad dwóch lat mam pracownię na terenie stoczni (jestem rezydentką Koloni Artystów), a od pięciu lat biorę udział w Festiwalu Malarstwa Ściennego. Festiwal ten umożliwił mi wyjście z moja sztuką w przestrzeń miejską. Obawiając się odizolowania od widza, zamknięcia w "świecie sztuki" czyli ludzi, którzy ze sztuki żyją - twórców, kuratorów, dilerów, a także bywalców wernisaży szukam nowych środków wyrazu.
Dlatego też wyszłam ze swoją sztuką na ulice i maluje muralesy, odbijam szablony w miejscach, gdzie mam kontakt z żywym człowiekiem, z widzem z poza kręgu "świata sztuki". Nawiązałam dialog z ulicą. Jest to moja próba przebicia się przez klosz galeryjno-muzealny, próba wyjścia z izolacji.



W
tym roku maluję duży murales (250 m kwadratowych) poświęcony stoczniowcom i stoczni. Jest to mój hołd złożony tym ludziom i temu miejscu. Inspiracją do zrobienia muralesu była dla mnie praca Anny Oliwier, artystki z Brystolu. Na jej stronie internetowej www.annao.pwp.blueyonder.co.uk) przeczytałam o projekcie powstającym wzdłuż doków Bristolu - "Artyści na rzecz dialogu". Praca Anny Oliwier składa się z opowieści ludzi o wydarzeniach, które wpłynęły na ich życie, a które miały miejsce w okolicach doków. Historie te zostały wyklejone na dużym murze otaczającym stocznie. Zaintrygował mnie w tej pracy kontrast pomiędzy przytłaczającym swym ogromem zakładem, a intymnym, opartym na człowieku wspomnieniu. Pomyślałam, że dokładnie ten sam rodzaj emocji mam w zasięgu ręki, że często słyszę historie ludzi pracujących na terenie stoczni, w których mówią o niej jak o matce (" jestem dzieckiem stoczni, tu zacząłem pracę i tu zostanę na dobre i na złe...").




M
urales "Stocznia" to zapis moich rozmów z pracownikami Stoczni Gdańskiej. O życiu, o pracy, o marzeniach, o niespełnionych planach. Bez sponsora, z pomocą przyjaciół i młodych ludzi, dla których na co dzień prowadzę zajęcia plastyczne w Integracyjnym Klubie Artystycznym "Winda", tworzę subiektywny zapis historii, kreowanej przez anonimowych ludzi. Nie chcę uprawiać martyrologii, nie chcę mówić o etosie, o solidarności, bo w tym momencie zaczynają się nasze obrzędy, obchody, wieńce. Ja chcę mówić o człowieku. Wszystko zaczyna się od jednostki, indywidualnego człowieka, który ma swoje lęki, potrzeby, marzenia. Każdy człowiek to fascynująca historia.
Murales "Stocznia" jest projektem wymagającym ogromnego zaangażowania. Przez wiele miesięcy (lipiec-listopad 2004) walczę z murem, z pogodą, z czasem. Robi się co raz zimniej. Z niepokojem słucham prognozy pogody, informacji, ze nadchodzi zima, że ma spaść śnieg. Gdy tylko przestaje padać deszcz wychodzę " na ścianę" i odbijam szablony. Wyznaczyłam sobie datę zakończenia żeby jeszcze bardziej samą siebie zmobilizować. Wierzę, że uda mi się zakończyć malowanie ściany 19 listopada 2004 roku. W tym dniu w IKA "Winda", w Gdańsku- Wrzeszczu odbędzie się wystawa kończąca moją 5 miesięczną pracę podczas, której zaprezentuje na ścianach klubu fragment malunku "Stocznia" oraz swoje rysunki, które powstały pod wpływem mojej obecności na terenie Stoczni.




C
hcę podziękować wszystkim, którzy pomogli mi w realizacji muralesu "Stocznia", a szczególnie Stoczniowcom oraz Marcinowi Choroszmanowi, Annie Leszkiewicz. Magdalenie Małyjasiak, Karolinie Piątkiewicz, Pawłowi Pogodzińskiemu, Ewie Sobczak i Strausowi. Bez Was ten murales, by nie powstał.

Dziękuję Iwona Zając

      

      
Projekt


Na projekt głównie składają się wypowiedzi stoczniowców które które zapisała autorka podczas rozmó z pracownikami stoczni.



1

Jestem związany z tym miejscem, tyle lat tu pracuję, że ciężko by mi było znaleźć coś nowego, odnaleźć się w innej pracy. Jak przejdę na emeryturę to będę odwiedzać stocznie, będę tu przyjeżdżać.

Zapomniałem o swoich marzeniach. Człowiek idzie tam gdzie są pieniądze.
W życiu nie zawsze wychodzi tak jak się chce. Chciałem dom postawić, a w czasie wolnym lubiłem w piłkę grać, muzyki posłuchać, poopalać się na słoneczku.

Tyle pracy było włożone w to miejsce, tyle ludzi tu pracowało, a teraz wszystko znika. Sam nie wiem jakie to uczucie.


2

W stoczni pracuję od 79 roku. To była moja trzecia praca. Do pracy na terenie stoczni zmusiły mnie warunki rodzinne. Moi rodzice wcześnie zmarli, tu był brat, siostra, ja zostałem sam na wsi, nie miałem innego wyjścia musiałem przyjść tutaj bliżej rodziny i nie żałuje do dziś.

Zżyłem się ze stocznią teraz nawet nie miałbym wyjścia, muszę zostać tu do końca ze względu na stan zdrowia.

Stoczniowa robota jest ciekawa i ciężka, czy to na statku, czy to na hali, na statku tym bardziej i ciężka i niebezpieczna, ale pracować trzeba.

Pracowałem jako kierowca operator to była dużo lżejsza robota. Wcześniej było więcej pracy, statek przy statku stał na nabrzeżu, pracowało wtedy siedemnaście tysięcy ludzi. Małe miasteczko powiatowe.

Chciałbym żeby ta stocznia jeszcze pozostała dla młodszego pokolenia jako zakład pracy. Żeby istniała do końca, jak najdłużej pod tą nazwą, jako producent statków, żeby ludzie nie musieli szukać innej roboty, żeby mieli to zajęcie.

Będzie mi ciężko rozstać się z tym zakładem, z ludźmi, którzy tu pracują, nie wiadomo tylko czy człowiek doczeka tej emerytury, ale trzeba być optymistą.
Lepiej czasem o tym nie myśleć bo inaczej można się załamać. Ciężko się rozstać, człowiek czuje się taki niepotrzebny, jeszcze jak nie ma innego zajęcia, działka czy coś innego, nie ma gdzieś tam jakiejś dodatkowej rozrywki, to naprawdę przykro jest. W 97 jak nas zwolnili i nie wiedzieliśmy co dalej będzie ze stocznią trochę krucho było z tym myśleniem. Martwiłem się, że nie te lata, nie to zdrowie. Miałem iść na roczną kuroniówkę? Co to jest te parę groszy? A później gdzie....?

Nie wyobrażam sobie żeby na tych terenach powstało coś innego, tu jest blisko kanał, blisko otwarte morze innego wyjścia nie ma tylko budować statki non stop, czy większe, czy mniejsze, ale budować.


3

W 1962 roku rozpocząłem prace w stoczni. Miałem 14 lat. Nie myślałem, że na tak długo tu zostanę,. To miała być taka przygoda za młodu. Skończyłem zawodówkę, jeszcze bym morze nie pracował, ale zdałem do technikum wieczorowego i chciałem je skończyć i tak zostałem. Wojsko, ożeniłem się, później dzieci i dalej już nie można szukać jak się znalazło swoje miejsce. Przez tyle lat widziałem jak ludzie przychodzą, odchodzą, a człowiek zostaje cały czas ten sam.

35 lat pracowałem bezpośrednio na statku, później coś miałem ze sercem i mnie zdjęli. Tutaj na tej hali pracuje siedem lat. W tej chwili nie mam gdzie się przenieść, kto by mnie wziął na dwa lata przed emeryturą, zresztą zdrowie mi nie pozwala. Tych co tu przyszli razem ze mną, ze szkoły coś my razem chodzili to tylko czterech zostało. Ludzie porozchodzili się po świecie, a z tą czwórką przyjaźnię się do dziś. Ze starymi pracownikami, już na emeryturze spotykam się u lekarza, albo na pogrzebach i wtedy najbardziej chcą wiedzieć co się dzieje w stoczni, jak tam wszystko teraz wygląda.

Trzeba się dobrze zastanowić jeżeli chce się podjąć pracę w stoczni, bo tu jest ciężko. Człowiek za młodu to nie wie co go czeka, ale warto przemyśleć pewne rzeczy, jeżeli chce się z tym związać, bo później trudno się z tego miejsca wycofać.

Jak zamykali część zakładów nie czułem się za dobrze, bo bez pracy to gdzie, co mam robić? Kraść czy co? Było nie przyjemnie. Jeszcze jak człowiek młody to nie ma sprawy i jak ma jakiś fach to zawsze znajdzie jeżeli chce, ale w starszym wieku to trzeba wytrwać.

Kiedy widzę jak wodują statek to jestem dumny, że przyczyniłem się do jego powstania. Czuję, że w nim jest część mojej pracy. Związałem się z tą pracę i muszę tu być do końca choć zdrowie nie dopisuje i nie raz mam dość.

W sumie to mam dużo szczęścia, bo za młodu, kiedy jeszcze na statku robiłem wchodziłem po drabinie na dole w maszynowni, deska z rusztowania spadła z góry, z samego komina, o tak mi o po plecach przejechała. Żebym był jeden stopień niżej to by mi ramie obcięło.


4

W stoczni pracuje od 63 roku. Kiedy zaczynałem miałem skończone 14 lat i bujałem w obłokach. Tęskniłem za domem, za matką. Mieszkałem wtedy u rodziny wróciłem z ferii świątecznych taki jakiś żal mnie ogarnął, płakałem jak bóbr, nie mogłem się opanować.

N
ie myślałem, że tak długo tu przepracuję. 42 lata w jednym miejscu. Zasiedziałem się i tyle.

Jakaś cząstka mnie jest w każdym statku. Nawet jest taka trochę radość jak statek przypływa na remont do naszej stoczni.
Na pewno będzie mi tego miejsca brakowało. Na emeryturze nie wiadomo co ze sobą zrobić, brak tego rytmu: rano wstaje się, idzie się do pracy, wraca się.


Stoczniowcy wywalczyli wolność i muszą za to zapłacić.

Lepiej się nam żyło w tamtych czasach. Ja potrafiłem sam pracować, żona nie pracowała, bo dzieci były małe i budowałem jeszcze dom. A teraz co? Jestem tylko z żoną, nie powiem, że nie mam na chleb, ale za pracę, którą wykonuję powinienem zarabiać trzy razy tyle. Teraz każdy podchodzi materialnie do pracy żeby mieć jakieś korzyści, zyski z tego. Tutaj się po to pracuje żeby przeżyć. To jest przykre, bo tyle lat się pracowało i widać było jak ten zakład prosperował, a nagle zrobili z niego pustynie. Szkoda słów to nic nie zmieni.

C
złowiek się czuje taki pokrzywdzony, oszukany, nie doceniony, jesteśmy tylko do roboty, do niczego więcej dopóki mamy zdrowie, bo jak nie ma zdrowia to też nas kopną.

Przekonałem się, że nie ma co wierzyć za bardzo ludziom, jak mieć przyjaciela to jednego, ja takiego mam poszedł na emeryturę w zeszłym roku, a właściwie go zwolnili. Spotykamy się raz u niego raz on u mnie.


5

W tym roku, w tym miesiącu mam jubileusz 35 lat pracy. Praca toczy się w trybie normalnym.

Mam nadzieję doczekać się wieku emerytalnego, który będzie spełniał wszystkie warunki do odejścia ze stoczni. Wtedy człowiek jest psychicznie zadowolony. Jeżeli chce się wcześniej odejść to trzeba się psychicznie nastawić i samemu tego chcieć, bo gdy jest się wytypowanym do odejścia to człowiek czuje się odrzucony.

Jak się jest młodym, kiedy człowiek zaczyna pracę, to lata szybko lecą, człowiek nawet tego nie liczy. W pewnym momencie jak się obejrzy się za siebie, jak już dzieci podrosną, pojawią się wnuki patrzy, że szybko to zleciało i w ten czas zaczyna robić rachunek sumienia co było, jak było, czy jest się zadowolonym czy nie?

Jak jest praca, jest zapewnienie tego bytu rodzinie to ma się poczucie spełnienia, że wszystko się toczy normalnie.

W moim przypadku akurat takiego dużego zawirowania nie było.

W 97 roku, kiedy wszyscy byli zwolnieni nikt nie wiedział czy stocznia będzie istniała. W moim przypadku trwało to około miesiąca. Jako jeden z pierwszych pracowników zostałem przyjęty do pracy z powrotem. Nawet znalazłem sobie nową pracę, na wypadek gdyby ze stocznią nie wypaliło, ale, że wszystko potoczyło się normalnym trybem i stocznia zaczęła istnieć od nowa mogłem spokojnie kontynuować swoją pracę. Bo kierunek jest jeden, ten zakład jeden i do końca jeden. A jak nie ma pracy to wtedy szuka się tej innej możliwości.

Jestem zadowolony o tyle o ile. Patrząc na zarobki prominentów, są one dużą odskocznią w stosunku do zarobków ciężko pracujących ludzi. Jeżeli jest to biznes prywatny, można to zrozumieć i oko przymknąć, ale jeśli pieniądze idą z budżetu państwa i dany pracownik bierze krocie, a inny pracujący w służbie zdrowia, oświacie dostaje 800 złotych to nie jest to sprawiedliwe i ludzi boli.

Wiadomo to jest polityka, do polityki się nie mieszamy. Ogólnie gro ludzi jest nastawione na prace i nic więcej.

Sprzedaż stoczni boli stoczniowców. Został przekazany majątek stoczni wypracowany przez naszych dziadów i to tak lekką ręką ktoś się pozbył terenów, maszyn, budynków.

Praca jest - miejmy nadzieję, że pieniądze będą większe. Cudu nie będzie. Materialne zabezpieczenie jest najważniejsze, bo z tego tytułu ludzie sobie czasami życie odbierają.
Zawirowań w domu nie było żadnych, dochowałem się dzieci, wnuków. Jak będę na emeryturze pewnie na początku będzie mi stoczni brakowało, będę do niej przychodził, załatwiał jakieś dokumenty, ale mam domek na wsi i będę podążać bardziej w tym kierunku. Chcę się zaszyć. Działka, spacery po lesie, wnuki zrekomprnsują mi brak stoczni. Zdrowie żeby tylko dopisało.


6

Do stoczni przyciągnęła mnie ciekawość świata i koledzy którzy wcześniej zaczęli tu pracować. Był 1972 rok. Mieszkałem wcześniej na wsi i chciałem rozsławiać polski sport, chciałem grać w arce gdynia, chciałem naprawiać telewizory, ale nie dane mi było. Byłem niepoprawnym romantykiem. Przeczytałem "Mewy" i tak bardzo zatęskniłem za klimatem portowej dzielnicy, morza, a stocznia dawała mi taką bliskość wraz z szansą stabilności życiowej.

Stocznia była dużym wyzwaniem dla młodego człowieka i dlatego zdecydowałem się, że tutaj zostanę i nie żałuję. Zaczęła mnie wciągać praca, wielkość różnych rozwiązań politycznych, wielkość samego zakładu, gdzie huk był od rana do wieczora, właściwie 24 godziny na dobę. Doceniano wkład młodych ludzi, stawiano przed nimi nowe wyzwania. Wspierano, gdy ktoś chciał się uczyć w szkole średniej, chciał iść na studia. Moi nauczyciele sami ciężko pracowali żeby mi ułatwić naukę. Za to jestem im wdzięczny do dziś. Niektórzy żyją, niektórzy nie, mają satysfakcję, że wychowali człowieka, który jest teraz ich przełożonym, a ja mam w stosunku do nich satysfakcję czysto ludzką, że nie zmienili się przez cały ten czas i na sam widok aż łza mi się w oku się kręci, bo spędzamy życiorys w symbiozie ze sobą.

Stawiałem przed sobą zadania z najwyższej półki i one pozwalały mi mieć satysfakcję z ciężkiej pracy, ale też satysfakcję moralną. bo czułem, że wraz z moimi przyjaciółmi podnosimy poziom intelektualny, zdobywamy wiedzę, sposób patrzenia na świat, a może nawet więcej widzimy w tym świecie niż człowiek, który się zaszufladkował i bał się wyzwań. Chciał pracować tylko w systemie nakazowym. Życie wtedy nie zmuszało do samodzielności. Teraz kiedy zmusza ludzie, którzy wtedy nie zaryzykowali są zagubieni. Nie wykorzystali swojej szansy, a ona uciekła gdzieś bezpowrotnie.

Pracuję z 40 osobową grupą ludzi. Znam ich problemy, znam ich rodziny, wiem w jaki sposób przychodzą do pracy i potrafią naprawdę zrobić cuda tylko muszą mieć pewność, że za przepracowaną pracę dostaną godziwe pieniądze, te które są umówione. Nie żądają cudów...

Ludzie są normalni, czasami chcieliby pochwalić się własną pracą, bo na co dzień w pogoni za pieniądzem przełożeni nie mają czasu nawet porozmawiać ze wszystkimi, a tym bardziej o rzeczach nie związanych z tempem pracy, z terminami.
Każdemu etapowi w moim życiu towarzyszyła praca zawodowa, pewnie jak przejdę na emeryturę pojawi się nostalgia, żal. Jak gdzieś będę na spacerze w Gdańsku i zobaczę dźwigi będzie mi się przypominała własna historia, a jak usłyszę mewy to one też mi będą mówiły, że zostawiłem tutaj trochę własnej inwencji, że jak spotkam ludzi, z którymi pracowałem będziemy mieć do siebie szacunek, bo w tej chwili zwykle spotykamy się przy okazji smutnych uroczystości typu pogrzeb, wszyscy jak mąż stawiają się jak gdyby na ostatnią wartę, na ostatnie spotkanie. I to jest bardzo budujące. Zawsze te uroczystości bardziej wzmacniają nasz szacunek do samego siebie, do życia, do przemijania.



7

Nie pochodzę z Gdańska, jestem ze środkowej Polski. Wychowałem się na wsi, dużo żartowałem, zawsze byłem taki odważny, chciałem być w zasadzie wszystkim. Przyjechałem tu kiedyś, żeby zobaczyć morze, no i skończyłem w stoczni. Zanim tu przyjechałem, nawet nie wyobrażałem sobie, jak to wszystko może wyglądać. Teraz stocznia jest dla mnie jak rodzina.

Przeżyłem prawie cała jej historię, brałem udział w demonstracjach. Nie odgrywałem jakiejś ważnej roli podczas strajków. Jak miał być strajk, to wszyscy szli strajkować. Ludzie naprawdę się wtedy bali, nie było miejsca na marzenia czy plany.

Do stoczni jestem bardzo przywiązany. Nie dostajemy pensji czasem przez parę miesięcy, ale i tak ludzie przychodzą pracować. Chciałbym dopracować do emerytury, nadal na stoczni i żeby nadal budowano tu statki. Przecież zawsze znajdzie się ktoś kto będzie chciał je kupić.

Teraz buduję dla siebie dom, niedługo się przeprowadzam. Jest jeszcze dużo do zrobienia, więc nad tym zazwyczaj pracuję po pracy. To będzie taki rodzinny dom - dla mnie, moich dzieci, które są już dorosłe. Często sobie żartuje, lubię podowcipkować. Moi koledzy to lubią.

Jeśli chodzi o marzenia to chciałbym w końcu pojechać na jakieś wakacje zagranicę. Nie do pracy, tylko normalnie - pozwiedzać, poznać inne kultury, zwyczaje. Chciałbym mieć taką spokojną emeryturę, odpocząć.


8

Najszczęśliwszy moment w stoczni to jak były wodowania, a najlepiej to takie boczne, może to dlatego, że jest taki efekt. Ale też było to uczucie, że nasza praca spływa do wody i nie tonie. Była satysfakcja z tego. Czułem szczęście jak udało się zakończyć jakąś robotę, jeżeli nawet się człowiek napracował w ciągu dnia. My jesteśmy tacy przywiązani, nie wiem czy to historia, czy system nas tego nauczył. Nie jesteśmy wyrachowani finansowo. Żeby tylko robotę zrobić, pieniądze skasować cześć do widzenia. Nie! Myśmy przychodzili, pamiętam, nie raz godzin już nie było na daną robotę, a się przychodziło żeby tylko skończyć. Bez względu na to czy majster załatwił jakieś godziny na tą robotę czy nie załatwił, ale żeby zrobić. W stoczni przepracowałem 15 lat i teraz mimo, ze 9 lat już w niej nie pracuję to jak gdzieś jestem nawet w innej stoczni mówię: u nas w stoczni, a później sam się łapię za język przecież to juz nie moja stocznia. Teraz pracuje na rzecz stoczni. Jestem podwykonawcą, ale cały czas czuję do niej sentyment, najlepiej się tu czuję. Ja tak czuję, ale widzę, że inni mają to samo. To chyba taka nasza tradycja narodowa, słowiańska, że jesteśmy tacy, a nie inni.


9

Miałem 22 lata, kiedy zacząłem pracować w stoczni. Pochodzę spod Gdańska. Najpierw dojeżdżałem do pracy, miałem pociąg 3.45. Chodziłem do wieczorowego ogólniaka i go skończyłem, kurs mistrzowski zrobiłem. Inni moi koledzy dojeżdżali spod Pelplina, z całych Kaszub, autobusami pociągami. Ludzie spali w pociągach. Ja np. nauczyłem się, ale to jak do szkoły zacząłem dojeżdżać, spać na stojąco w pociągu, opierałem się o ścianę czy o okno czy o kogoś i kimałem. Parę miesięcy tak dojeżdżałem. W końcu podszedłem na kwaterę. Stocznia w tamtych czasach opiekowała się każdym pracownikiem, dawała mieszkanie. Ludzie dostawali skierowania na pokój, czy do hotelu robotniczego.
Stocznia przyjmowała wszystkich, ludzi bez zawodu, z więzień. Przyjeżdżali chłopacy ze wsi z głębi polski, z radomskiego, lubelskiego, kieleckiego. Przyjeżdżali jedną walizką, a nawet bez walizki i po kilku latach mieszkali po kwaterach, dostali mieszkania, znaleźli tu żony. Można powiedzieć, że znaleźli tu drugi dom
Ludzie spędzali większość czasu w stoczni. Ja miałem przepracowane w każdym miesiącu po około 350 godz Także jeżeli się to przeliczyło to wychodziło po 12 godz łącznie sobotami i niedzielami.

Ludzie którzy pracowali w brygadzie wiedzieli o sobie wszystko, chyba że ktoś akurat się maskował, ale to były wyjątki. Ile kto miał dzieci, kto gdzieś tam miał kochankę nie było tajemnic, ktoś pieniądze przepił, nikt się z tym nie ukrywał, no stało się . Ludzie przychodzili rano z izby wytrzeźwień. Byliśmy kolegami z pracy, znaliśmy się. Szło się razem na piwo na wódkę, niektórzy się nawet prywatnie spotykali
Do dziś dnia utrzymujemy kontakty to jest właśnie ten fenomen że jak się spotykamy pierwsze jest cześć cześć, co słychać kto umarł ostatnio? Ludzie którzy już 20 lat w stoczni nie pracują na pogrzeby chodzą. Jest taki jakiś mentalny obowiązek wśród stoczniowców. Przyjeżdżają nawet ci co już wiele lat oderwani są od stoczni, na rentach chorobowych, czy wiekowych i ci ludzie sami tą więź utrzymują .


10


11


12


13

     

      
 
Iwona Zając
 


1999 Dyplom magistra artysty malarza- Akademia Sztuk Pięknych w Gdańsku, pracownia malarstwa Mieczysława Olszewskiego, pracownia graficzna Cezarego Paszkowskiego.

W a ż n i e j s z e    w y s t a w y :


1999 Realizacja instalacji permanentnej "Zawieszona książka" ("Ein Buch aufhangen") wg. Projektu Piotra Nathana. Pomieszczenia Instytutu Historii Ludwiga Maxymiliana w Monachium.

2000 Udział w Ogólnopolskim Festiwalu Malarstwa Ściennego, "Zawsze interesowali mnie chłopcy", cz. I, Gdańsk.

2001 Udział w Ogólnopolskim Festiwalu Malarstwa Ściennego, "Zawsze interesowali mnie chłopcy", cz. II, Gdańsk

2002 "Rys historyczny kurortu, przekrój przez 100 lat Sopotu" - realizacja fresku wg. Projektu Piotra Szwabe

2002 Udział w Ogólnopolskim Festiwalu Malarstwa Ściennego, "Drzewo życia, drzewo śmierci", Gdańsk

2003 "Artyści przeciwko wojnie", wystawa zbiorowa - Galeria Mm, Gdańsk,

2003 Urodziny Kolonii Artystów, "Moja sztuka jest prosta i naiwna", wystawa prac połączona z pokazem kolekcji Zająców, Gdańsk

2003 Interpretacje - Państwowa Galeria Sztuki, kurator społeczny wystawy (pozyskiwanie sponsorów, nadzór nad drukiem zaproszeń, plakatów, folderów, obsługa medialna) i uczestnik, Sopot.

2003 "Plener Stocznia", wystawa w Galerii Mm, koordynator wystawy (pozyskiwanie sponsorów, dzięki którym zostały profesjonalnie wydrukowane zaproszenia w formie folderu, organizator plenerów w stoczni) i uczestnik, Gdańsk.

2003 Udział w Ogólnopolskim Festiwalu Malarstwa Ściennego, "Ludzie", Gdańsk (kwalifikacja drogą konkursu)I etap projektu pt. "Załoga" Sesja fotograficzna, wykonanie 40 portretów, z których później zorganizowana przeze mnie grupa przyjaciół wycinała szablony składające się na murales "Ludzie", Gdańsk

2003 Stocznia-spojrzenie z zewnątrz/konfrontacje, międzynarodowy plener młodych artystów, wystawa w Galerii Mm, muzeum "Droga do Wolności", autor projektu i jeden z organizatorów pleneru (pozyskiwanie sponsorów, dzięki którym zostały profesjonalnie wydrukowane pocztówki-zaproszenia, plakat oraz folder), autor, organizator i uczestnik, Gdańsk, www.konfrontacje.bzzz.net

2003-2004 Motylkowe Szpitale, Szpital Specjalistyczny św. Wojciecha, Odział Leczenia Zeza.Uzyskanie środków finansowych z "Fundacji Jolanty Kwaśniewskiej" na materiały malarskie, projekt artystyczny, zorganizowanie wolontariuszy (młodzież z IKA "Winda"), pozyskanie sponsora na wydruk kolorowego folderu, Honorowy Mecenat Prezydenta Miasta Gdańska, Gdańsk www.karandasz.bzzz.net

2003 "Raigardas 2003" Udział w międzynarodowym plenerze malarskim, wystawa po plenerowa w galerii "Lietuvos", Druskienniki.

 
 
2003-2004 "Załoga", cykl rysunków, wystawa w Instytucie Działań Twórczych połączona z koncertem zespołów polskiej sceny niezależnej w Galerii Mm, autor projektu, koordynator wydarzenia (pozyskiwanie sponsorów, nadzór nad drukiem zaproszeń, plakatów, obsługa medialna), Stypendium Kulturalne Miasta Gdańska, Gdańsk.

2004 Drugie urodziny Kolonii Artystów, otwarta pracownia oraz prezentacja rysunków w Instytucie Działań Twórczych, Gdańsk

2004 "Do dzieła", wystawa w Galerii Mm, oraz murales na ścianach budynku Kolonii Artystów.

2004 Sitodruki z "Załogi", Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie, bilboard

2004 "Sito ze Szczymem" wystawa w Galerii Mm, koordynator wystawy (pozyskiwanie sponsorów na zakup materiałów niezbędnych do zorganizowania warsztatów uczących techniki sitodruku, wydrukowane zaproszenia organizator warsztatów, Gdańsk

2004 Udział w ogólnopolskim "Street Art Jam", "Ludzie w kolorze", "W wodzie"- muralesy pod mostem Śląsko Dąbrowskim, Warszawa, www.vlepvnet.bzzz.net

2004 Festiwal SzekspirowskiOgólnopolskie warsztaty "Teatr Stocznia", warsztaty plastyczne w Koloni Artystów dotyczące przestrzeni pozateatralnej, wystawa "Teatr Stocznia" w Galeri Mm, koordynator projektu i wystawy, Gdańsk

2004 Udział w Ogólnopolskim Festiwalu Malarstwa Ściennego, "Stocznia", Gdańsk (kwalifikacja drogą konkursu), I etap - rozmowy ze stoczniowcami, przygotowanie tekstów do druku, wykonanie z nich szablonow.II etap przygotowanie szablonów dotyczących przestrzeni stoczniowejIII etap odbicie szablonów na murze okalającym stocznie (250m.)

2004 Stocznia-spojrzenie z zewnątrz/ konfrontacje II międzynarodowy plener młodych artystów, wystawa w pracowniach Koloni Artystów, autor projektu i jeden z organizatorów pleneru (pozyskiwanie sponsorów na realizacje prac pokazanych na wystawie oraz dzięki którym zostały wydrukowane pocztówki-zaproszenia), autor, organizator i uczestnik, Gdańsk, www.konfrontacje.bzzz.net. Przestrzeń: Stocznia/ Shipyard: Spaces Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia, wystawa poplenerowa, organizator i uczestnik Gdańsk

2004 Młoda Stocznia, murales spojrzenie młodych ludzi na Stocznie, szablony, koordynator projektu, uczestnik, Gdańsk.

2004 Węzeł Kliniczna-Stocznia, wystawa w IKA "Winda" kończący realizację muralesu "Stocznia" Stypendium Kulturalne Miasta Gdańska pozyskane na druk katalogu dotyczącego projektu "Stocznia", Gdańsk.